wtorek, 14 października 2014

Rozdział 3

Zakręciło mi się w głowie. Weszłam do śmierdzącej potem szatni i usiadłam na ławce. Cały czas miałam przed oczami ten woreczek. Wyjęłam z mojego plecaka strój na W-F i szybko go założyłam. Wpatrywałam się w wolno poruszające się wskazówki zegarka na wyblakłej ścianie. Nie spodziewałam się tego po Lucasie... Jak on mógł mi to zrobić? Przecież wiedział, że dragi to jest właśnie coś czego staram się uniknąć! Całe życie zmagam się z nałogiem mojej matki i kiedy wszystko z pozoru wygląda dobrze, nagle okazuje się, że mój chłopak jest dilerem. Jakaś paranoja! Kiedy szłam z dziewczynami na salę gimnastyczną zastanawiałam się co mam z tym zrobić. Dlaczego ja w ogóle się przebrałam? Nauczycielka oznajmiła, że dzisiaj gramy w siatkówkę. Znowu... Z moich głębokich przemyśleń wyrwał mnie cios w głowę piłką. Amanda głośno śmiała się ze mnie.
- Och przepraszam, nie zauważyłam, że tam stoisz. - powiedziała.
Tak mnie to rozwścieczyło, że szybkim krokiem podeszłam do mojej ulubionej koleżanki i niewiele myśląc przywaliłam jej w nos z całej siły. Chyba jej go złamałam... przynajmniej taką miałam nadzieję. Z jej nozdrza wypłynęła cienka stróżka krwi. Pani podbiegła do nas.
-Czyś ty oszalała?! Pójdziesz teraz ze mną do dyrektorki.
Wzruszając ramionami ruszyłam za nauczycielką. Mimo wszystko byłam bardzo usatysfakcjonowana, że ta menda wreszcie dostała za swoje.
Nawet nie słuchałam tego co ta dyrektorka do mnie mówiła. Miałam tak dosyć wszystkiego, że najchętniej rzuciłabym tę szkołę. Oczywiście musieli wezwać moich rodziców. Jako, że ich obecnie nie mam przyjechała siostra. Wysłuchała wszystkiego w spokoju, a gdy już wyszłyśmy przyznała mi rację i pogratulowała ciosu. Trochę poprawiło mi to humor. Co do Lucasa stwierdziłam, że nie będę się z nim zadawała. To była ciężka decyzja, ale niestety takie jest życie. Gdy po lekcji podszedł do mnie zignorowałam go.
- Hej, co jest?
- Jak to co?! Ty się jeszcze pytasz?! Jemu też chciałam przywalić, ale jakoś się powstrzymałam. Odwróciłam się napięcie i zerwałam się z reszty lekcji. Siostra dała mi wcześniej jakieś drobne, więc postanowiłam, że pójdę do kawiarni po drugiej stronie ulicy. Dosłownie przebiegłam nie rozglądając się dookoła. O mały włos samochód mnie nie potrącił. Jakoś się tym nie przejęłam. Fakt, to było głupie, ale już nic mnie nie obchodziło. Otworzyłam białe drzwi kafejki. Dzwonek donośnie zabrzęczał, jakby w tak małym pomieszczeniu nie dało się zauważyć klienta. Wnętrze było przyjemne i kolorowe. Dominowały pastele i biały. Usiadłam na pierwszym lepszym krześle pod oknem. Kelnerka, która była chyba w moim wieku przyszła po zamówienie.
- Eee poproszę herbatę.
- Z cukrem? - dziewczyna uśmiechnęła się do mnie.
- Tak, poproszę.
Kelnerka poszła przygotować mój napój, a ja wyglądałam przez okno. Właśnie zaczął padać deszcz. Uwielbiałam wsłuchiwać się w dźwięk kropli bębniących o dach. Na schodach szkolnych zobaczyłam Lucasa. Pomimo ulewy usiadł na schodach i mókł. Schowałam twarz za włosami. Nie chciałam, żeby tu przychodził. Usłyszałam charakterystyczny dźwięk mojej komórki. Odrzuciłam połączenie. Teraz będę musiała znów radzić sobie sama. W tym czasie dziewczyna przyniosła moją herbatę.
- Proszę bardzo.
- Dziękuję... Emilly. Ile płacę? - szybko zerknęłam na jej plakietkę z imieniem.
- 1,50$- Uśmiechnęła się do mnie.
- Wygrzebałam drobne z kieszeni i zapłaciłam. Herbata pachniała lawendą. Piękny zapach. Idealnie pasuje do tego miejsca.- otworzyłam paczuszkę z cukrem i wsypałam do brązowego napoju. Zamieszałam szybko i upiłam łyka. Idealny pomysł na deszczowe dni. Ten kto wymyślił herbatę powinien zostać okrzyknięty bohaterem narodowym! Mówię poważnie.. - uśmiechnęłam się do swoich myśli. Przypomniało mi się, że mam przy sobie książkę. Wyjęłam ją z plecaka i oddałam się lekturze. Tak się zaczytałam, że nawet nie zauważyłam kiedy wybiła godzina szesnasta. Pośpiesznie zebrałam się i wyszłam. Na szczęście Lucas już nie siedział na schodach. Podeszłam pod budynek szkoły aby wsiąść rower, gdy odwróciłam się prawie zderzyłam się czołem z Lucem. Aż podskoczyłam.
- Proszę, możemy pogadać?
- Nie mamy o czym. Nie będę z kimś kto ma bliski kontakt z narkotykami, bo nie chcę się zagłębiać w to bagno, rozumiesz?
- Pewnie myślisz, ze diluję tylko po to żeby sobie szybko dorobić, prawda?
- Tak właśnie myślę, ewentualnie jesteś po prostu idiotą i robisz to dla funu. - Wsiadłam na rower i odjechałam.
Krople deszczu wpadały mi do oczu, tak że nic nie widziałam. Zatrzymałam się i wyjęłam okulary przeciwsłoneczne z plecaka. Musiałam wyglądać jak idiotka z racji tego, że zza gęstych chmur nie prześwitywał ani jeden promyk słońca. Wolę wyglądać głupio, niż nic nie widzieć. Gdy byłam juz przy domu usłyszałam jak ktoś wrzeszczy.
- NIE MA MOWY NIE CHCĘ WIDZIEĆ TEGO PALANTA!
Zaciekawiona zsiadłam szybko z roweru i wbiegłam po schodkach. Otworzyłam z hukiem drzwi tak, że prawdopodobnie obiłam ścianę.
-Co się stało? - zapytałam zaskoczona.
-Nic. - odpowiedziała mi moja matka.
Wytrzeszczyłam oczy.
- Co ty tu robisz?
- Już się chciałyście starej matki pozbyć? - zaśmiała się.
- Nareszcie jesteś normalna. - Przytuliłam ją.
Mama uśmiechnęła się.
- To dowiem się o co chodzi?
- Wiesz, bo zaproponowałam, żeby zobaczyła się z ojcem. - odpowiedziała mi moja siostra.
- Nigdy.
- Ale to dobry pomysł! Nikt przecież nie mówił, że znów macie być razem.. - ucieszyłam się, bo nigdy nie widziałam mojego taty, i chciałam go poznać.
- Dobrze, ale to ty będziesz go do tego namawiała, Lucy.
- Nie ma problemu, mam z nim dobry kontakt. - wzruszyła ramionami.
Uśmiechnęłam się szeroko. A może wszystko będzie jak dawniej, tata wróci do mamy...
- A właśnie słyszałaś mamo, że Rosalie ma chłopaka? - siostra wyszczerzyła zęby.
- Już nie.- spoważniałam i poszłam do swojego pokoju.
Spojrzałam na mój telefon. Cisza. Ani jednej wiadomości, żadnego nieodebranego połączenia. Może to i lepiej?
Zajrzałam nawet do lekcji, ale szybko zamknęłam książkę od matematyki. Wzięłam kartkę i zaczęłam coś bazgrolić. Ten "gryzmoł" był tak brzydki, że wywaliłam go do kosza. Zgłodniałam, więc zeszłam na dół i zajrzałam do lodówki. Pusto. Ja nie mogę, czy o wszystko w tym domu muszę dbać ja? Myślałam, że może siostra łaskawie coś kupi, ale oczywiście była zajęta pracą. Wzięłam kasę i wyszłam z domu. Postałam chwilę na progu i wróciłam się po kurtkę. Już chłodno się robi... Poszłam do sklepu, który znajdował się w następnej przecznicy. Już nawet nie chciało mi się brać roweru. Sklepik prowadziła całkiem miła starsza pani. Może nie był to supermarket, ale małe zakupy dało się tu zrobić. Wzięłam najpotrzebniejsze rzeczy i poszłam do kasy. W kolejce przede mną stała jakaś dziewczyna. Wydawała się znajoma. Ach, no tak to ta kelnerka Emilly. Przywitałam się z nią, i postanowiłam, że zaproszę ją do siebie.. W końcu musiałam znaleźć sobie jakichś przyjaciół, a ona wydawała mi się fajna, na pierwszy rzut oka. Po drodze wstąpiłyśmy do lodziarni i kupiłyśmy lody. Jak się okazało mój ulubiony smak truskawkowy okazał się także ulubionym smakiem mojej nowej koleżanki. Zaczynałam ją lubić, miło nam się razem rozmawiało, nadawałyśmy na tych samych falach. Fajnie by było mieć przyjaciółkę.
Kolejnym zaskoczeniem okazało się to, że Emilly mieszka na przeciwko mnie. Dziwne, że wcześniej jej nie widziałam.
- Od jak dawna tu mieszkasz?
- Dopiero co się przeprowadziłam. Wcześniej mieszkałam w Detroid.
- O fajnie, kiedyś chciałabym tam pojechać.
- Jak chcesz to mogę Cię zabrać ze sobą, jeżdżę tam co tydzień na spotkania z moją paczką.
- Super! To jesteśmy umówione.
Zrobiło się już późno i Em musiała już wracać. Pożegnałyśmy się i postanowiłam, że sprawdziłam komórkę. Jedna nieprzeczytana wiadomość od Luca.
Spotkajmy się proszę… powiem Ci jak było naprawdę. Mam nadzieję, że zrozumiesz.
Kiedy?
Jutro o 14?
Ok.
Nie sądzę bym mogła zrozumieć. Westchnęłam cicho i usiadłam na kanapie. Zaczęłam przerzucać bezmyślnie kanały. Właśnie zaczęły się wiadomości. Jaaaka nuda. Pomyślałam i położyłam się.
Zastanawiałam się co dalej będzie z moim życiem. Zimny wiatr rozwiewał firanki w oknie.  Wzdrygnęłam się z zimna i zamknęłam je. Wzięłam telefon i włączyłam moją ulubioną piosenkę.
Usnęłam z  muzyką w uszach. Rano obudził mnie trzask tłuczonego szkła. Usiadłam nie przytomna na łóżku. Szyba była zbita. Na podłodze leżały odłamki szkła i duży kamień. Kto to zrobił?! Wkurzyłam się i wyjrzałam przez okno. Nie zauważyłam nic niepokojącego. Na dachu sąsiedniego domu siedział czarny kot i wpatrywał się we mnie swoimi wielkimi zielnymi oczami. Nie no przecież on nie mógł tego zrobić… Co? Jej chyba muszę napić się kawy. Założyłam mój mięciutki błękitny szlafrok i zbiegłam na dół po schodach. Wstałam jako pierwsza.  Zawsze byłam rannym ptaszkiem.  Nastawiłam sobie kawę i usiadłam na krześle. Do mojego nosa dotarł piękny zapach. Zaciągnęłam się głęboko i wzięłam kubek. Już po pierwszym łyku czułam orzeźwienie. Tego mi było trzeba. Wypiłam szybko i wróciłam do mojego pokoju.  Tym razem kociak siedział na parapecie. Uśmiechnęłam się i wyciągnęłam do niego rękę, aby mógł ją powąchać, po czym wzięłam go na rękę. Może będzie parą dla mojej kotki. Albo chociaż się zaprzyjaźnią. Czarny i biały kot. Zupełnie jak jing jang. Oraz ja i Lucas. Eh. Chciałabym, żeby ten woreczek był wymysłem mojej wyobraźni. Może uda mi się go jakoś przekonać, że to nie jest dobry pomysł, i mogą z tego wyniknąć same problemy. Ubrałam się i postanowiłam, że wpadnę do Emilly. Jest ósma. Chyba jeszcze śpi. No cóż będę taka samolubna, że ją obudzę. Zeszłam na dół włożyłam moje stare martensy i wyszłam z domu. Pomimo wczesnej pory na ulicach już zaczęły pojawiać się samochody. Otworzyłam starą, zardzewiałą furtkę porośniętą bluszczem. Podwórko mojej koleżanki wyglądało jak zaczarowany ogród. Strasznie jej zazdrościłam, bo ja nie miałam ani czasu, ani chęci na zadbanie o mój. Zastukałam ołowianą kołatką. Strasznie podoba mi się tutaj. Wszystko ma taki klimat. W drzwiach ujrzałam zaspaną Em. Wyglądała strasznie. Cała rozczochrana w powyciąganej pidżamie w misie.
- Wcześniej się nie dało? Kobieto jest sobota! Dzisiaj to się śpi do dwunastej, a nie… - powiedziała przecierając oczy.
Zaśmiałam się.
- Przepraszam, ale po prostu tak mi się nudziło, i w dodatku ktoś jeszcze zbił mi szybę w oknie.
- Ciekawe czemu..
- Mnie bardziej ciekawi kto to zrobił, bo chyba nie mały słodki czarny koteczek.
- Dobra wchodź, bo zimno. – Powiedziała ziewając.
Tak też zrobiłam. W środku pachniało starymi książkami. Pełno ich stało na regałach. Tak się zagapiłam na wnętrze, że nie zauważyłam, że Emilly poszła do kuchni. Wychyliła się zza framugi drzwi kuchennych.
- Na co patrzysz?
- Zachwycam się klimatem twojego domu.
- A tak, też bardzo mi się tu podoba. Lecz musiałam włożyć w to dużo starań, żeby było tak „po mojemu”.
- Chcesz coś do picia? Mam kakałko.
- O taak, sto lat nie piłam. – uśmiechnęłam się szeroko.
- A to dziwne, może jesteś wampirem i tak naprawdę masz już sto szesnaście lat?
Parsknęłam śmiechem.
- Ty weź już lepiej wypij te kawę.
- Dobra, tylko nie gryź.
Przewróciłam oczami, i poszłam za nią.
Wypiłyśmy ciepłe napoje.
- Muszę Ci coś pokazać. – uśmiechnęłam się.
- Hm?
- Zobaczysz. Tylko weź się teraz pozbieraj do kupy. – powiedziałam.
- Oks.
- To za ok. 10 min spotykamy się na rowerach pod moim domem.
Wzięłam rower i czekałam na Em.
Po pewnym czasie dołączyła do mnie.
- To gdzie jedziemy?
- Po prostu jedź za mną.
- Mam się bać? – uśmiechnęła się.
- Niee. Sądzę, że ci się spodoba.
Tak, zamierzałam jej pokazać moją starą kryjówkę. W sumie dawno tam nie byłam, i się stęskniłam.
Gdy dotarłyśmy na miejsce Em była zdziwiona. Zostawiłyśmy rowery w krzakach i wszłyśmy do rudery.
- Wow. Ale super!
- Wiem, kiedyś to był dla mnie drugi dom.
- Jak znalazłaś to miejsce?
- Po prostu. Wdomu wolałam nie siedzieć, ze względu na mamę, więc musiałam znaleźć sobie własny kąt.
- Będę mogła tu z tobą przychodzić?
-Jasne. – uśmiechnęłam się.
- Mam świetny pomysł. Mogłybyśmy jakoś ozdobić te obdrapane ściany.
- Faktycznie, przydało by się.
- Jak już ci mówiłam mam starych przyjaciół w Detroid. Jeden z moich kumplów robi wspaniałe graffiti. Co ty na to?
- No nie wiem. Według mnie graffiti jeszcze bardziej nada tej ścianie takiego ulicznego charaktru.
- O rany, ty to chyba nie wiesz jak to wygląda. Pewnie masz na myśli jakieś gryzmoły?
- Właśnie.
- To totalnie co innego… On tworzy różne piękne obrazy, tyle że na ścianach. Mówię ci, prawdziwy artysta.
- No dobra, ale jak mi się nie spodoba to będziesz sama to przemalowywała.
- Zakład?
- Zakład.
Powoli zbliżała się godzina czternasta. Powiedziałam jej, że zgodziłam się na spotkanie z Lucasem. Niestety musiałam już jechać, ale Em powiedziała, że postara się tu jakoś o to zadbać, i zrobić klimat.
Wróciłam do domu. Umówiliśmy się u mnie. Gdy dotarłam na miejsce on już czekał.  Wiedziałam, że raczej nie będzie to zbyt przyjemna rozmowa. Usiedliśmy na schodach. Panowała niezręczna cisza.
- No więc, tłumacz się. – powiedziałam cicho.
- No bo.. – westchnął głęboko.
- Taak..?
- Ja wcale nie chcę tego robić.
- Jak to?
- Każą mi rozumiesz?! Kiedy Cię poznałem chciałem z tym skończyć, między innymi ze względu na twoją matkę. I właśnie dlatego, że się postawiłem zostałem postrzelony. To nie jest takie sobie rozdawanie narkotyków. Oni mi każą… - potrząsnął moimi ramionami.
-  Kto?! – wytrzeszczyłam oczy.
- Mafia. Mój „stryjek”, który groził, że zabije moją rodzinę jeśli tego nie zrobię.
- A ten gang motocyklowy? – zapytałam przerażona.
- To właśnie oni najwięcej kupują, i również dilują, tylko, że ja w szkole..
- Teraz już rozumiem… - przytuliłam go. Zrobiło mi się go żal.
Wpadłam na okropny i drastyczny pomysł.
- A co jeśli… byśmy się go jakoś pozbyli…? – zapytałam cicho.
- Oszalałaś?! Przecież to cała mafia. Nie dość, że zabiją nas to jeszcze całe nasze rodziny.  Rose, to nie jest taka sobie gierka…
- To co my zrobimy?! – po policzkach popłynęły mi łzy.
- Nie wiem.. możemy uciec, ale nie sądzę, żeby to coś dało.
Nie chciało mi się już o tym rozmawiać. Zaczął padać deszcz. To wyglądało jakbym swoim płaczem spowodowała to, że nawet chmury płakały. Przytuliłam Lucasa na pożegnanie i weszłam do domu. Wbiegłam szybko po schodach i rzuciłam się na łóżko. Wcale nie chciałam nigdzie uciekać. Tu był mój dom, rodzina, Em.  Dlaczego w kółko coś mi musi się takiego dziać. Wydarłam się i rzuciłam na łóżko. Strasznie długo płakałam, cała poduszka nasiąkła od moich łez. Tak bardzo nie chciałam rozstawać się ani z nim, ani z rodziną. Dlaczego nie można być tak „po środku”? Cała moja przyszłość stała teraz pod wielkim znakiem zapytania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz