wtorek, 18 listopada 2014

Rozdział 4

Musiałam się poważnie zastanowić, co zrobić. Usiadłam na łóżku. W pokoju panował chłód, z powodu wybitej szyby. Wzięłam koc, poduszkę i zeszłam na dół na kanapę. Przez większość nocy nie mogłam zasnąć. O czwartej nad ranem postanowiłam zadzwonić do Lucasa.
- Rose? – usłyszałam zaspany głos w słuchawce. Lubiłam gdy tak do mnie mówił.
- Przemyślałam wszystko, jestem gotowa. – powiedziałam stanowczo.
-Ale.. na co? – ziewnął.
Przewróciłam oczami.
- Żeby uciec z tobą, idioto. – zaśmiałam się.
- Aaa. – ożywił się trochę.
- Wiesz już gdzie…?
-Zastanawiałem się nad Seattle.
Nagle wpadłam na pomysł.
- A może Detroid? – zapytałam.
-Hm. Może być.
- Emilly ma tam paczkę.
- Kto?
No tak zapomniałam mu powiedzieć.
- Moja nowa przyjaciółka.
- Oo. Nareszcie masz jakąś. – ucieszył się.
- Do zobaczenia rano. – uśmiechnęłam się.
- Pa kochanie.
Odłożyłam telefon i ułożyłam się wygodnie na kanapie. Nie długo potem zasnęłam.
Obudził mnie dźwięk wiadomości. Spojrzałam na zegarek. Szósta rano. Świetnie, spałam zaledwie dwie godziny. Postanowiłam przeczytać wiadomość.
Spotkajmy się u mnie za 15 min.
Nigdy jeszcze nie byłam u Lucasa.
Ok. – odpisałam szybko i zaczęłam pakować najpotrzebniejsze rzeczy do plecaka.
Po około piętnastu minutach, gdy byłam już spakowana napisałam krótką karteczkę.

Jadę z Lucasem. Nie wiem kiedy wrócę, nie martwcie się.
Kocham was 
Rosalie

Westchnęłam głośno, włożyłam  moje martensy i kurtkę. Pogłaskałam kota i wyszłam.
Nagle zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę nie wiem gdzie on mieszka. Wzięłam telefon i napisałam:
Gdzie ty mieszkasz? XD
Haha. Koło szkoły. Będę czekał przed nią.
Dobra.
Ruszyłam szybkim krokiem w kierunku szkoły. Tak jak obiecał czekał. Podbiegłam do niego i poszliśmy do jego domu. Mieszkał na końcu ulicy. Miał ogromną działkę, tak wielką, że na upartego można by tu postawić stadninę konną. 
- Poczekaj chwilę. – rzucił do mnie i poszedł do domu.
Z boku działki stała mała szopa. Postanowiłam do niej zajrzeć. Uchyliłam lekko drzwi i zobaczyłam mężczyznę trzymającego zakrwawiony tasak… Krzyknęłam głośno i pobiegłam do domu Luca.
Strasznie się przestraszyłam. Popłakałam się z emocji. Lucas gdy wyszedł z domu szybko podbiegł do mnie.
- Co się stało?!
- No bo.. tam był facet z tasakiem. – wtuliłam się w niego.
- Jacob jest rzeźnikiem. – uśmiechnął się.
Roześmiałam się nerwowo i otarłam łzy. Ale była głupia… histeryzuje bez powodu.
- Możemy iść. – powiedziałam cicho.
- Niestety nie będę mógł wziąć mojego samochodu, więc musimy się zadowolić starym pickupem.
- Lubię pickupy.
- To jedźmy. – wziął swój i mój plecak i rzucił je na pakę samochodu. Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy.
-  Czeka nas długa podróż. – westchnął.
- Grunt, że będziemy bezpieczni. Chyba..
Większość długiej podróży minęła spokojnie.  W jakiejś wsi znaleźliśmy starą stację benzynową. Luc poszedł zatankować, a ja wolałam zostać w samochodzie. Za dużo naoglądałam się horrorów właśnie z takimi opuszczonymi stacjami.  Okazało się, że jeszcze została nam godzina drogi. Odetchnęłam z ulgą. Strasznie szybko minęła nam podróż. Postanowiliśmy zatrzymać się w jakimś motelu tuż przy drodze. Przypomniało mi się, że miałam zadzwonić do Em, w sprawie jej znajomych.
- Hej, tu Rose. Jesteśmy już na miejscu. Mówiłaś, że masz tu znajomych…
- Ej no wiecie co, nie powiedzieliście mi, że jedziecie do mojego miasta? – usłyszałam oburzony głos mojej przyjaciółki.
- Przepraszam cię, ale to była strasznie pochopna decyzja. – westchnęłam.
- Ok, wybaczam. Przyjadę jeszcze dzisiaj. Spotkajmy się to powiem wam co i jak.
- Dobra, jakby co jesteśmy w motelu Alabama.
-  Na razie.
Gdy skończyłam rozmawiać okazało się, że Lucas wynajął już pokój. Na szczęście nie było tu zbyt wielu ludzi. Nasz pokój miał numer 13.
- Mam nadzieję, że nie jest pechowy. – zaśmiałam się.
- E tam, ja nie wierzę w przesądy. – uśmiechnął się.
Okazał się całkiem w porządku. Byłam tak wykończona, ze gdy położyłam się na łóżku od razu zasnęłam.
------------------------------------------------------------
Przepraszam, że taki krótki ale ostatnio nie mam weny. xD ;c

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz