Weszłam do domu i rzuciłam torbę na podłogę. Jak zwykle panowała
tu cisza. Mój kot podbiegł i otarł się o moją nogę. Pogłaskałam go i wzięłam na
ręce. Kot mruczał cicho..Przynajmniej
to przerwało nieubłagalną ciszę. Weszłam do kuchni, gdzie panował straszny
bałagan. Nasypałam kotu karmy, odgrzałam sobie jakieś gotowe danie i poszłam na
górę. Na schodach walały się stare papiery. Westchnęłam głośno i poszłam do swojego
pokoju. Do matki wolałam nawet nie zaglądać. Zawsze czułam się strasznie
samotna, nigdy nie miałam w niej wsparcia. Wychowywałam sama siebie. Odkąd
tylko pamiętam zajmowała się mną ukochana babcia. Niestety zmarła, gdy miałam 6
lat. Od tamtej pory muszę radzić sobie sama. Wolałam przebywać w starych
opuszczonych domach, niż we własnym. Tam czułam się bezpieczna. W jednym z budynków urządziłam taki swój kąt. Zawsze po szkole chodziłam tam,
czytałam książki i oglądałam zachód słońca. Teoretycznie może wydawać się to dziwne, że szesnastolatka tak się
włóczy po ruderach… Może w przypadku innych dziewczyn to byłoby niepokojące,
ale nie w moim. Zmusiłam się i zajrzałam do pokoju mamy. Jak zwykle mym oczom
ukazał się ten sam obraz: totalny bajzel, porozwalane prochy i matka w
ekstazie. Nienawidziłam jej za to, że ćpa. Jak byłam młodsza starałam się
chować jej narkotyki.. Raz wymierzyła mi solidny policzek, od tamtej pory tego
nie robię. Strasznie mnie to wtedy zabolało. Nie ze względu na piekący ból,
tylko z tego powodu, że moja matka mogła coś takiego zrobić. Wtedy zrozumiałam,
że jest na równi pochyłej. Bałam się strasznie tego, że kiedyś przedawkuje.. bo
mimo wszystko to moja mama i.. jest, jaka jest, lecz mimo wszystko chyba trochę
ją kocham. Zawsze, gdy wchodziłam do
niej chciało mi się płakać, było mi strasznie smutno. Spojrzałam na zegarek. Już szósta, muszę lecieć do pracy. Oczywiście
musiałam pracować, żeby mieć co jeść. Niestety , nie była ona zbyt przyjemna. Pracowałam na stacji benzynowej. Można
tu było przynajmniej poznać ciekawych ludzi . Potem poszłam do mojej ukochanej
rudery; czekały tam moje ulubione
książki, herbatniki, kocyk i latarka. Od razu zaczęłam czytać i… rano obudził
mnie zegarek. Siódma ! Popędziłam do domu przygotować się do szkoły. Wzięłam
wszystko co potrzeba, wsiadłam na rower i pojechałam. Strasznie chciałabym zdać
prawko, ale niestety egzamin dużo kosztuje. Wpadłam zziajana do klasy i
usiadłam, jak zwykle sama na końcu.
Kiedy złapałam oddech, przeprosiłam nauczycielkę za spóźnienie. W szkole radzę
sobie słabo, bo ciężko mi się skupić. Często myślę o tym, co by było, gdyby
moje życie wyglądało normalnie. Miałabym przyjaciół i kochającą rodzinę… Uśmiechnęłam
się do własnych myśli. Nagle zauważyłam, że niemal cała klasa wpatruje się we
mnie.
- Rosalie! Dziewczyno, zadałam ci pytanie!- spojrzałam na
nią unosząc brwi ze zdziwieniem.
- Jedynka!- Pani Crowford zamaszyście postawiła mi ocenę w
dzienniku. Cała klasa się ze mnie śmiała. Nienawidzę matmy… Westchnęłam cicho i
starałam się zrozumieć o co chodzi, a przede wszystkim nie wracać do marzeń.
Muszę jednak przyznać, że są dwa przedmioty, z których jestem dobra. To
plastyka i muzyka. Talent i gust muzyczny odziedziczyłam chyba po ojcu, choć praktycznie
nie pamiętam, jaki był. Wiem, że na pewno miał długie włosy i grał na gitarze.
Bardzo brakuje mi jakiegoś dorosłego w domu. Żałuję, że zostawił mamę samą z
dragami. Po chwili zorientowałam się, że ktoś coś do mnie mówi. Spojrzałam na
mojego rozmówcę: był to jakiś nowy chłopak z mojej klasy. Wysoki brunet o
brązowych oczach. Nawet ładny.. Otrząsnęłam się z moich przemyśleń i zapytałam
trochę głupkowato:
-Co?
- Ja tylko chciałem się przywitać – uśmiechnął się do mnie.
- A… ten, to cześć.– powiedziałam lekko zaskoczona, gdyż
myślałam, że jest to kolejna osoba, która chce mi podokuczać.
-Jak się nazywasz?
- Rosalie, a ty?
- Lucas.
Co on suszy tak te zęby? – pomyślałam i nieśmiało się
uśmiechnęłam.
-Miło było Cię poznać –powiedziałam i szybko odeszłam na
lekcję.
Co jakiś czas zerkałam na Lucasa i myślałam o tym co się
wydarzyło. Byłam nieufna, ponieważ nikt się nigdy mną nie interesował. Nie
uważałam siebie za jakąś piękność ,jak długonoga blondynka Amanda, gwiazda
naszej klasy. Owszem, brzydka nie byłam: długie, brązowe włosy, zielone oczy,
ładny nos, usta. Hej, w sumie jest ok! Niestety, byłam strasznie zakręcona, taka
„wolna dusza”. Poglądy miałam takie więcej hippisowskie. Nawet dzisiaj
założyłam koszulkę „Make love not war”. Jadąc rowerem cały czas myślałam o
tajemniczym Lucasie. Wróciłam do domu, wzięłam coś do picia i jedzenia i
poszłam do mojej bazy. Nawet nie pamiętam kiedy usnęłam: śniło mi się, że Lucas
udawał, że się ze mną przyjaźni, a tak naprawdę to mnie ośmieszył, tak, jak,
nikt dotąd.
Moje całe nudne życie kręciło się w sumie tylko wokół
szkoły; żyłam od lekcji do lekcji włócząc się po korytarzach jak zombie. Kiedy
tak szłam, zobaczyłam Lucasa, uśmiechnęłam się i powiedziałam
- Hej!- Nie odwzajemnił uśmiechu, tylko na mnie dziwnie
spojrzał i minął. Co jest?- pomyślałam. Przecież mnie zna… Ok, nieważne, co ja
się łudzę, że ktoś mnie polubi? Pewnie
mu powiedziano, że lepiej się ze mną nie zadawać. Trudno. Wróciłam do domu.
Rzuciłam plecak i poszłam szybko do ruderki. Zjadłam jakieś byle co i zaczęłam
ponownie czytać książkę, ale nawet to
nie sprawiło mi żadnej frajdy, zmusiłam się więc i poszłam spać.
Kolejny monotonny dzień: wstałam i zebrałam się do szkoły;
usiadłam w ławce, a tu nagle Lucas wpadł do klasy i usiadł obok mnie! Nie
wiedziałam co mam zrobić, bo wczoraj jakoś nie chciał ze mną rozmawiać. Ale
mimo wszystko przywitałam się. O dziwo, odpowiedział i uśmiechnął się! To o co
tu chodzi?! Zapytam…
-Niemożliwe. Wczoraj nie było mnie w szkole-odpowiedział.
-Ale przecież cię
widziałam!
-No mówię ci, że mnie nie było- upierał się z uśmiechem.
-Aha, czyli ty też chcesz zrobić ze mnie idiotkę.
Oburzona zajęłam się
jakimiś ćwiczeniami. Po dzwonku powoli się zbierałam. Nic mi się nie chciało..
Wyszłam na korytarz i usiadłam pod salą i wtedy…
Zobaczyłam dwóch Lucasów.
- COOO?!
Obydwaj spojrzeli na mnie i się uśmiechnęli. Okey, teraz to
już prawdziwy obłęd! Przeprosiłam Lucasa, że tak się na niego wkurzyłam.
-Spoko, wybaczam – puścił oko. Chyba mu się podobam…
-Em, może wybierzemy się
gdzieś dzisiaj?- zapytał Lucas.
-Pewnie- szybko się zgodziłam.
Po szkole poszliśmy do parku.
- To jak ja mam rozpoznać, który to który?- zaśmiałam się. Miło spędziliśmy czas. Pożegnaliśmy się i wróciłam do domu. Fajny jest...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz