sobota, 27 września 2014

Rozdział 1

Weszłam do domu i rzuciłam torbę na podłogę. Jak zwykle panowała tu cisza. Mój kot podbiegł i otarł się o moją nogę. Pogłaskałam go i wzięłam na ręce.  Kot mruczał cicho..Przynajmniej to przerwało nieubłagalną ciszę. Weszłam do kuchni, gdzie panował straszny bałagan. Nasypałam kotu karmy, odgrzałam sobie jakieś gotowe danie i poszłam na górę. Na schodach walały się stare papiery.  Westchnęłam głośno i poszłam do swojego pokoju. Do matki wolałam nawet nie zaglądać. Zawsze czułam się strasznie samotna, nigdy nie miałam w niej wsparcia. Wychowywałam sama siebie. Odkąd tylko pamiętam zajmowała się mną ukochana babcia. Niestety zmarła, gdy miałam 6 lat. Od tamtej pory muszę radzić sobie sama. Wolałam przebywać w starych opuszczonych domach, niż we własnym. Tam czułam się bezpieczna. W jednym z  budynków urządziłam  taki swój kąt. Zawsze po szkole chodziłam tam, czytałam książki i oglądałam zachód słońca. Teoretycznie może wydawać się to dziwne, że szesnastolatka tak się włóczy po ruderach… Może w przypadku innych dziewczyn to byłoby niepokojące, ale nie w moim. Zmusiłam się i zajrzałam do pokoju mamy. Jak zwykle mym oczom ukazał się ten sam obraz: totalny bajzel, porozwalane prochy i matka w ekstazie. Nienawidziłam jej za to, że ćpa. Jak byłam młodsza starałam się chować jej narkotyki.. Raz wymierzyła mi solidny policzek, od tamtej pory tego nie robię. Strasznie mnie to wtedy zabolało. Nie ze względu na piekący ból, tylko z tego powodu, że moja matka mogła coś takiego zrobić. Wtedy zrozumiałam, że jest na równi pochyłej. Bałam się strasznie tego, że kiedyś przedawkuje.. bo mimo wszystko to moja mama i.. jest, jaka jest, lecz mimo wszystko chyba trochę ją kocham.  Zawsze, gdy wchodziłam do niej chciało mi się płakać, było mi strasznie smutno.  Spojrzałam na zegarek.  Już szósta, muszę lecieć do pracy. Oczywiście musiałam pracować, żeby mieć co jeść. Niestety , nie była ona zbyt przyjemna. Pracowałam na stacji benzynowej. Można tu było przynajmniej poznać ciekawych ludzi . Potem poszłam do mojej ukochanej rudery; czekały tam  moje ulubione książki, herbatniki, kocyk i latarka. Od razu zaczęłam czytać i… rano obudził mnie zegarek. Siódma ! Popędziłam do domu przygotować się do szkoły. Wzięłam wszystko co potrzeba, wsiadłam na rower i pojechałam. Strasznie chciałabym zdać prawko, ale niestety egzamin dużo kosztuje. Wpadłam zziajana do klasy i usiadłam,  jak zwykle sama na końcu. Kiedy złapałam oddech, przeprosiłam nauczycielkę za spóźnienie. W szkole radzę sobie słabo, bo ciężko mi się skupić. Często myślę o tym, co by było, gdyby moje życie wyglądało normalnie. Miałabym przyjaciół i kochającą rodzinę… Uśmiechnęłam się do własnych myśli. Nagle zauważyłam, że niemal cała klasa wpatruje się we mnie.
- Rosalie! Dziewczyno, zadałam ci pytanie!- spojrzałam na nią unosząc brwi ze zdziwieniem.
- Jedynka!- Pani Crowford zamaszyście postawiła mi ocenę w dzienniku. Cała klasa się ze mnie śmiała. Nienawidzę matmy… Westchnęłam cicho i starałam się zrozumieć o co chodzi, a przede wszystkim nie wracać do marzeń. Muszę jednak przyznać, że są dwa przedmioty, z których jestem dobra. To plastyka i muzyka. Talent i gust muzyczny odziedziczyłam chyba po ojcu, choć praktycznie nie pamiętam, jaki był. Wiem, że na pewno miał długie włosy i grał na gitarze. Bardzo brakuje mi jakiegoś dorosłego w domu. Żałuję, że zostawił mamę samą z dragami. Po chwili zorientowałam się, że ktoś coś do mnie mówi. Spojrzałam na mojego rozmówcę: był to jakiś nowy chłopak z mojej klasy. Wysoki brunet o brązowych oczach. Nawet ładny.. Otrząsnęłam się z moich przemyśleń i zapytałam trochę głupkowato:
-Co?
- Ja tylko chciałem się przywitać – uśmiechnął się do mnie.
- A… ten, to cześć.– powiedziałam lekko zaskoczona, gdyż myślałam, że jest to kolejna osoba, która chce mi podokuczać.
-Jak się nazywasz?
- Rosalie, a ty?
-  Lucas.
Co on suszy tak te zęby? – pomyślałam i nieśmiało się uśmiechnęłam.
-Miło było Cię poznać –powiedziałam i szybko odeszłam na lekcję.
Co jakiś czas zerkałam na Lucasa i myślałam o tym co się wydarzyło. Byłam nieufna, ponieważ nikt się nigdy mną nie interesował. Nie uważałam siebie za jakąś piękność ,jak długonoga blondynka Amanda, gwiazda naszej klasy. Owszem, brzydka nie byłam: długie, brązowe włosy, zielone oczy, ładny nos, usta. Hej, w sumie jest ok! Niestety, byłam strasznie zakręcona, taka „wolna dusza”. Poglądy miałam takie więcej hippisowskie. Nawet dzisiaj założyłam koszulkę „Make love not war”. Jadąc rowerem cały czas myślałam o tajemniczym Lucasie. Wróciłam do domu, wzięłam coś do picia i jedzenia i poszłam do mojej bazy. Nawet nie pamiętam kiedy usnęłam: śniło mi się, że Lucas udawał, że się ze mną przyjaźni, a tak naprawdę to mnie ośmieszył, tak, jak, nikt dotąd.
Moje całe nudne życie kręciło się w sumie tylko wokół szkoły; żyłam od lekcji do lekcji włócząc się po korytarzach jak zombie. Kiedy tak szłam, zobaczyłam Lucasa, uśmiechnęłam się i powiedziałam
- Hej!- Nie odwzajemnił uśmiechu, tylko na mnie dziwnie spojrzał i minął. Co jest?- pomyślałam. Przecież mnie zna… Ok, nieważne, co ja się łudzę, że ktoś mnie polubi?  Pewnie mu powiedziano, że lepiej się ze mną nie zadawać. Trudno. Wróciłam do domu. Rzuciłam plecak i poszłam szybko do ruderki. Zjadłam jakieś byle co i zaczęłam ponownie czytać książkę, ale nawet to nie sprawiło mi żadnej frajdy, zmusiłam się więc i poszłam spać.
Kolejny monotonny dzień: wstałam i zebrałam się do szkoły; usiadłam w ławce, a tu nagle Lucas wpadł do klasy i usiadł obok mnie! Nie wiedziałam co mam zrobić, bo wczoraj jakoś nie chciał ze mną rozmawiać. Ale mimo wszystko przywitałam się. O dziwo, odpowiedział i uśmiechnął się! To o co tu chodzi?! Zapytam…
-Niemożliwe. Wczoraj nie było mnie w szkole-odpowiedział.
-Ale przecież cię widziałam!
-No mówię ci, że mnie nie było- upierał się z uśmiechem.
-Aha, czyli ty też chcesz zrobić ze mnie idiotkę.
 Oburzona zajęłam się jakimiś ćwiczeniami. Po dzwonku powoli się zbierałam. Nic mi się nie chciało.. Wyszłam na korytarz i usiadłam pod salą i wtedy…
Zobaczyłam dwóch Lucasów.
 - COOO?!
Obydwaj spojrzeli na mnie i się uśmiechnęli. Okey, teraz to już prawdziwy obłęd! Przeprosiłam Lucasa, że tak się na niego wkurzyłam.
-Spoko, wybaczam – puścił oko. Chyba mu się podobam…
-Em, może wybierzemy się  gdzieś dzisiaj?- zapytał Lucas.
-Pewnie- szybko się zgodziłam.
Po szkole poszliśmy do parku.
- To jak ja mam rozpoznać, który to który?- zaśmiałam się. Miło spędziliśmy czas. Pożegnaliśmy się i wróciłam do domu. Fajny jest...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz